

1 listopada, to data z którą kojarzą mi się i chwile dobre gdy odwiedzając poszczególne groby osób z rodziny zawsze poznawałem część historii rodzinnej, jak i te bardziej refleksyjne i pełne lęku przed śmiercią. Od czasu kiedy mój ojciec zmarł 2 lata temu na bliżej nie określony nowotwór, każde odejście człowieka z mojego otoczenia ( bliższego, czy dalszego ) powoduje u mnie paniczy lęk przed tym , ze i ja mogę podzielić podobny los.
W tym roku zmarła znajoma która miała 23 lata. Niespodziewanie w przeciągu miesiąca znikła ( i to nie przez wypadek, a z powodu jakiejś choroby której nie znam, a która działa w mgnieniu oka jak się okazuje ). Zawsze nasuwa mi się podobna myśl w takich momentach ( a niestety jest ich za dużo ) , ze ta cała znieczulica i brak refleksji nad własnym życiem i zdrowiem jest cudownym lekarstwem które daje nam możliwość swobodnego funkcjonowania miedzy sobą. Szkoda tylko ,ze ma to też skutki uboczne… Brak zrozumienia i prymitywność myślenia i co za tym idzie i postępowania.
Tyle ze zdjęć 1 listopada… chyba nie miałem w głowie nic więcej po za myślami… mam jeszcze z dnia zadusznego ale to już później i w zupełnie innym wydaniu.
